Historia Nowego Bohatera.

Fot. Luiza Różycka

 

Bartosz Kurek awansował w ostatnich miesiącach do miana jednego z najbardziej popularnych polskich sportowców. Nic w tym dziwnego, jako, że Adam Małysz skończył karierę, a perspektywa powrotu Roberta Kubicy do Formuły 1, choć coraz bardziej realna, to nadal jest mglista i mocno niepewna. W ostatnich miesiącach pojawiła się za to nowa gwiazda sportu nad Wisłą – człowiek, który potrafi pociągnąć reprezentację Polski do sukcesu niemalże sam.

2005 rok. Minęło od niego mnóstwo czasu, ale Bartosz Kurek był już wtedy siatkarzem pierwszoligowym, choć trudno w to uwierzyć. Bronił wówczas barw AZS Nysa, klubu w którym występował wówczas także jego ojciec. W kadrze Nysy było zatem dwóch Kurków – 37-letni Adam oraz 17-letni, a więc ponad dwukrotnie młodszy Bartosz.

Spotkaliśmy wtedy podczas wyjazdowego meczu Nysy z AZS Politechniką Warszawa Raula Lozano. – Panie trenerze, czy pan wie, że na boisku występuje jednocześnie ojciec i syn? – zagadnęliśmy Argentyńczyka, nowowykreowanego wówczas selekcjonera reprezentacji. – Padre e figlio? Impossibile – odpowiedział wówczas z niedowierzaniem.

Ojciec Adam od małego przyuczał syna na siatkarza, choć trudno stwierdzić skąd wiedział, że dysponuje aż tak ogromnym talentem. Może po prostu trafił, a może coś w nim widział. Mierzący 207 cm Kurek (nie wierzymy w 205 cm, to dane sprzed kilku lat, które są bezmyślnie powielane – przyp. red.) imponuje bowiem niesamowitą jak na swój gabaryt koordynacją ruchową i sprawnością. Nie brakuje też skoczności – Bartosz potrafi z łatwością posłać piłkę nad blokiem rywali.

W 2005 roku Kurek uchodził już za wielki talent. Zdążył już rozegrać kilka znakomitych spotkań w barwach Nysy, co w wieku 17 lat nie jest zwyczajne. Stąd też zainteresowały się nim ówczesne potęgi – AZS Olsztyn oraz Jastrzębie Borynia. Jego ojciec wybrał jednak dla Bartka ofertę Mostostalu Kędzierzyn Koźle.

– Olsztyn jest 600 kilometrów od Nysy, Jastrzębie to ekipa gwiazd, a mnie zależy na tym, żeby Bartosz grał jak najwięcej. W Kędzierzynie-Koźlu będzie to możliwe, a poza tym z Nysy mam tam 70 kilometrów, więc zawsze mogę do niego pojechać i mieć nad nim jakąś kontrolę – mówił wówczas Kurek senior.

W Kędzierzynie nie było łatwo, ale Bartosz dał sobie radę zupełnie nieźle. Wobec kiepskiej gry typowanego na gwiazdę zespołu Niemca Eugena Bakumovskiego, Kurek zaczął coraz częściej zajmować miejsce w pierwszej szóstce i to na przyjęciu. Z odbiorem zagrywki początkowo sobie nie radził, ale po kilku miesiącach zaczęło być z tym już zupełnie dobrze.

Kurek spędził w Kędzierzynie trzy sezony. Czasem było bardzo dobrze, czasem nieco gorzej. Był jednak jednym z najważniejszych siatkarzy Mostostalu. Pewnego razu doszło do sytuacji kuriozalnej. Rano Bartosz Kurek zdawał maturę, a gdy tylko wyszedł ze szkoły, czekał na niego samochód prezesa klubu Kazimierza Pietrzyka. Obaj pojechali na mecz do Rzeszowa, gdzie jeszcze tego samego dnia, o osiemnastej, Bartosz wybiegł na boisko.

W 2006 roku Raul Lozano dał Kurkowi pograć w reprezentacji. Wychodziło to całkiem nieźle, a młody zawodnik znalazł się w meczowej dwunastce aż dziesięciokrotnie. Niestety zabrakło dla niego miejsca w zespole na turniej finałowy oraz na Mistrzostwa Świata. Kurek nie zrażał się wówczas tym, że nie jest jeszcze etatowym reprezentantem Polski. – Cóż, mam dopiero 18 lat i dziękuję trenerowi za szansę, którą mi dał. Mam jeszcze czas na pogranie w kadrze – twierdził wówczas.

Dalsza kariera posunęła się bardzo szybko. Co prawda Kurka nie było w ekipie, która pod koniec 2006 roku zdobyła srebrny medal mundialu, ale już za czasów Daniela Castellaniego, który objął kadrę w 2008 roku, był kluczowym zawodnikiem. W 2009 roku Kurek był już rewelacyjnym siatkarzem, a jego udział w zdobyciu przez Polskę tytułu mistrza Europy był niepośredni. Jego gwoździ nie zapomni długo żaden polski kibic. Niektóre rzeczy, które wyprawiał, były wręcz niemożliwe.

Wtedy Kurek był już zawodnikiem Skry Bełchatów, absolutnego dominatora polskich rozgrywek, zespołu, z którym nie da się wygrać w lidze od kilku lat. Wlazły, Winiarski i Kurek – ta trójka dzieli i rządzi w zespole z Bełchatowa. I choć po słabszym dla Bartosza 2010 roku pojawiały się pomysły, by oddać go na wypożyczenie do ligi włoskiej, to jednak bieżący sezon reprezentacyjny rozwiewa wątpliwości – to jeden z najlepszych siatkarzy świata.

Do tej pory jednym z poważniejszych problemów Kurka była regularność zagrywki. W finale Ligi Światowej 2011 pokonał najwyraźniej i ten problem. Serie potężnych serwisów wybijały przeciwnikom z głowy myślenie o korzystnym rezultacie. Wojnę z Kurkiem wygrali tylko Rosjanie, choć przyznać należy, że i w tym spotkaniu był najlepszy na boisku.

Kurek jest również rewelacyjny w trwających obecnie mistrzostwach Europy. W meczu z Niemcami, decydującym o kwalifikacji do drugiej rundy, spisał się znakomicie, a w kluczowym spotkaniu z Czechami również do niego kierowane były najważniejsze piłki. W ćwierćfinałowym meczu z silną Słowacją imponował zagrywką, którą zniechęcał rywali do dalszej gry. Efekt? 3:0 i Polska ponownie w strefie medalowej.

Szkoda jedynie, że Kurek nie miał należytego wsparcia ze strony kolegów. Gdyby Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Daniel Pliński i Paweł Zagumny grali w koszulkach z orzełkiem na piersi, Polska mogłaby LŚ 2011 po prostu wygrać. Tym bardziej bądźmy zatem wdzięczni Kurkowi za to, że doprowadził nasz zespół do trzeciego miejsca tych rozgrywek niemalże w pojedynkę. Aktualnie prowadzi nas do medalu mistrzostw Europy.

Roman Koń / Fot. Luiza Różycka.