Siatkarz, który lubi fikcję

Największe objawienie polskiej siatkówki – 22-letni zawodnik Skry Bełchatów, Bartosz Kurek w magazynie „Malemen”.

Na rozgrywki wyjazdowe zabiera ze sobą pół biblioteki. W wolnych chwilach pochłania Clarksona, Stiega Larssona, wszystkie Harry Pottery. Albo wdaje się w inną fikcję, własną – kiedy śpi. A spać lubi tak samo jak grać. Na boisku jest szybki, skuteczny, wręcz wyrachowany. „Wielki talent. Świat stoi przed nim otworem” twierdzi najlepszy siatkarz świata Brazylijczyk Giba.

Przed każdym sezonem Kurek robi listę lektur, które zamierza przeczytać w czasie zgrupowań, rozgrywek, w przerwach meczy towarzyskich. Od 2009 r. lista zaczęła się wydłużać. Nie dlatego, że Kurek zaczął szybciej czytać, tylko dlatego, że od wyjazdów zrobiło się naprawdę gęsto. W błyskawicznym tempie z rokującego debiutanta stał się jednym z liderów polskiej reprezentacji. Właściwie rok 2009 spędził na walizkach. Okazji do czytania więc nie brakowało. Najbardziej wstrząsnęła nim „Heroina” Tomasza Piątka, książka o piekle uzależnienia. On uzależnienie zna od innej, lepszej strony: dla niego siatkówka jest jak narkotyk. Żaden odwyk nie przyniósłby skutku. I dobrze. Bo Kurek to nie tylko nasza największa nadzieja siatkarska od dziesięcioleci, ale i jeden z najbardziej utalentowanych zawodników świata. Szkoleniowiec Raúl Lozano postawił na niego trzy lata temu. Pozwolił mu zadebiutować w kadrze w 2007 r. A przecież Loznano to trener znany z tego, że nie stawia na młodych. U niego noszą piłki i podpierają ściany. Ale Kurka potraktował poważnie. W 19-latku z Bełchatowa dostrzegł prawdziwy talent. A ten wykorzystał szansę: zbierał doświadczenia, które zaprocentowały u Castellaniego. Koledzy z reprezentacji szybko go zaakceptowali. Cichy, skromny, zawsze uśmiechnięty. Nie gwiazdorzy. W kadrze gwiazdami są Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Piotr Gruszka.

„Daleko mi jeszcze do nich – mówi Kurek. – Pamiętam swój debiut: na treningu chłopaki rozmawiają. Chcę coś wtrącić, ale Winiarski mierzy mnie wzrokiem i mówi: »Słuchaj młody, jak chcesz coś powiedzieć, to łapka w górę, a my się zastanowimy, czy udzielić ci głosu«. Zdębiałem. Ale zaraz wszyscy wybuchnęli śmiechem” – opowiada. Po mistrzostwach Europy w Turcji w październiku ub. r. stał się jedną z największych gwiazd polskiej siatkówki. Jego ataki były precyzyjne, gra skuteczna, czasami wręcz wyrachowana. Bez niego o złoto byłoby trudno. Komentatorzy skakali z radości, eksperci głowili się, jak w tak krótkim czasie mógł się tak bardzo rozwinąć. Nie mogli sobie przypomnieć drugiego takiego przypadku. „Pomógł mi Castellani – spieszy z wyjaśnieniem Kurek. – Dużo rozmawialiśmy. Uwierzyłem w swoje możliwości”. Właśnie przedłużył kontrakt z najlepszym polskim klubem Skrą Bełchatów do 2014 r. Wciąż jest na wznoszącej, ale specjalnie się tym nie ekscytuje. Największe zdziwienie przeżył po powrocie z Turcji: w czasie mistrzostw nawet nie myślał, czy w Polsce ktokolwiek je ogląda. Szokiem był tłum kibiców na Okęciu. Wtedy tak naprawdę dotarło do niego, co to znaczy zdobyć mistrzostwo Europy. „To rzeczywiście było niesamowite, że zespół, który powstał w kilka miesięcy, odniósł taki sukces!” – w jego głosie wciąż słychać tamte emocje. Gdy miał jakieś 10 lat, zobaczył w telewizji film: główny bohater składa autograf na kartce, podaje ją komuś, mówiąc „Weź, kiedyś będzie dużo wart”. „Bardzo mi się to spodobało. Następnego dnia w szkole zrobiłem to samo. Machnąłem w zeszycie swój podpis, wyrwałem kartkę i daję koledze. »Bierz, kiedyś to będzie dużo warte«. Nie wziął. Po mistrzostwach dzwoni do mnie i mówi: »Cholera, mogłem wziąć. Teraz naprawdę byłby coś wart«”.

Autor: Mariusz Cichy

Źródła: MaleMEN