Wspomnienia part I: Toruń.

W maju padło hasło: „Jedziemy do Torunia i spotkamy się z Bartkiem”. Kasia, jeśli dobrze pamiętam w okresie maj/czerwiec widziała się z Bartkiem na meczu i poinformowała go o spotkaniu, które ma odbyć się w Toruniu. Dlaczego akurat Memoriał? Odpowiedź jest prosta. Memoriał był w sierpniu, krótko przed urodzinami Bartka. Do tego dnia czas leciał bardzo szybko, więc trzeba było zamówić torcik urodzinowy i odebrać go przed spotkaniem z Bartkiem. Realizacją tego zajęła się Kasia. Dwa dni przed wyjazdem telefonicznie zamówiła słodycz, na którą same miałyśmy ochotę 😀

Mój dzień zaczął się równo o godzinie 9:00. Śniadanie, potem kolejne poranne czynności i przygotowanie się do wyjścia po Asię. Od rana byłam w kontakcie z dziewczynami by wiedzieć o której i gdzie będzie każda z nich. Wcześniej ustaliłyśmy, że do Bydgoszczy przyjedzie właśnie Asia i ze mną pojedzie bezpośrednio do Torunia – skąd odbierzemy Kasię. Był to okres wakacji, więc tak wczesne pobudki to dla naszej Joasi tragedia. Jej dzień zaczął się już dwie godziny szybciej niż mój. Według niej była to pobudka skoro świt (bo w wakacje godzina 7 to jeszcze świt, prawda?) Wstać było ciężko, ale dała radę! ok. 11:30 ruszyłam w kierunku dworca PKP, z którego odebrałam całą i zdrową Aśkę.Wróciłyśmy do domu, zostawić niepotrzebne bagaże, zabrać tylko te najpotrzebniejsze i ponownie na dworzec kolejowy i ruszyłyśmy w drogę.

google.pl

Celem oczywiście był Toruń, gdzie czekała już na Nas Kasia. Po ponad roku, wielka trójka znowu razem. I z konkretnym zadaniem! Odebrać słodką niespodziankę, przekazać ją Bartkowi i nagrać filmik, a przy okazji nie zgubić się w mieście jak stwierdziła to Asia. Osobiście jestem dość często w Toruniu, gdyż mam tam rodzinę, jednak w pewnych momentach to miasto było moim wyzwaniem 😀

 

O godzinie 13:3o w cukierni, która mieści się na toruńskiej starówce miałyśmy do odebrania wcześniej zamówiony tort. Na zegarku godzina 13:00. GPS w telefonie i zmierzamy o słodycz… Po około 20 minutach zjawiliśmy się na miejscu, odebrałyśmy to co miałyśmy i czas w drogę dalej. Kiedy byłyśmy już przekonane o tym, że wszystko na starówce załatwiłyśmy, wpadłam na pomysł ze świeczkami… I tutaj pojawia się przeszkoda… Toruń, ładna starówka ale, żeby znaleźć ładne świeczki, bądź cokolwiek do dodatkowej ozdoby tortu – można pomarzyć. Tym bardziej kiedy liczy się czas, a zaplanowane mamy wszystko co do sekundy.

Po prawie 2o minutowym szukaniu, nastała piękna chwila… ZNALAZŁYŚMY ŚWIECZKI! Co prawda nie były one nie wiadomo jakie ale ważne, że były. Teraz czas na akcję pod tytułem „Umieść świeczki i donieś nienaruszony tort do hotelu” – kolejne wyzywanie. Przed sklepem umieściłyśmy tort z wiekiem Bartka, i ruszyłyśmy dalej.

Sił coraz mniej, ciepło… a do hali jeszcze kawałek. Dotarłyśmy do hotelu/hali kilka minut po godzinie 14. Zajęłyśmy jedną z dwóch kanap, która okazała się przez kolejne 3 a może i 4  godziny być naszą przyjaciółką. Dla mnie było fajnie spotkać swoich znajomych, porozmawiać. Wzrok zdziwionego moim widokiem trenera reprezentacji był bezcenny, zamieniliśmy parę słów i wróciłam na miejsce. Wcześniej od samej mojej obecności w Toruniu byłam w kontakcie z jedną osobą ze sztabu, niestety minęliśmy się i musiałam czekać aż do jej powrotu do hotelu. Po pewnym czasie zjawił się długo wyczekiwany przeze mnie gość, czyli kolejny znajomy, z którym miałam okazję pracować przez pewien okres czasu a dokładniej około 3 lata, czyli tyle samo ile pracowałam ze Stephanem. Stwierdziłyśmy, że pora skontaktować się z Bartkiem. Wspólnie z Kasią podeszłyśmy do recepcji, żeby poprosić o poinformowanie go, żeby na moment zszedł, bo już jesteśmy.  Ta sztuka jednak się nie udała bo Pit i Bartek zrobili nam żarcik…  Kilka minut później telefonicznie o pomoc poprosiłam Roberta Kaźmierczaka, statystyka naszej reprezentacji. Okazało się, że na zaplanowanej na około 16 kawie, także nasz atakujący się nie pojawił. Pozostało czekać do godziny 17:00. Zmęczone, złe… Ale czas minął nam nawet w miłej atmosferze. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Marka Magierę, którego pracę miałyśmy możliwość obserwować.

O 17:00 nasza reprezentacja miała trening, więc spokojnie, bez nerwów czekałyśmy na Bartka. Hotel jest połączony z halą i wchodzi się na nią przez recepcję, więc winda non stop była w ruchu 😀 Później poprosiłyśmy Oskara Kaczmarczyka, żeby przekazał szarlotkę Robertowi. Ciekawe czy dotarła w jednym kawałku… 😀 Swoją drogą, pudełeczka nie odzyskałam do teraz 🙂 Wracając do godziny 17:00. Na halę zaczęli schodzić nasi siatkarze. Pojawił się i Bartek, który oczywiście podszedł przywitać się widząc nasze twarze, i chwilę porozmawialiśmy, gdyż uciekał na trening.

<fragment rozmowy>

– Mamy dla Ciebie tort z okazji urodzin.

– Naprawdę?? Nie musiałyście! Super, dzięki!

– Dlatego chciałyśmy, żebyś do nas zszedł, bo czekamy tu od 3-4 godzin..

– Naprawdę? To mogłyście zadzwonić czy coś…

– Dzwoniłyśmy… ;o <wyjaśniamy>

– (…) bo ja spałem całe południe… *

Tort wspólnie z Bartkiem oddałyśmy do kuchni, a sami załatwimy wszystko po treningu. Robert -statystyk – naprowadził mnie, bym zapytała Stephana o możliwość bycia na treningu: „Zapytaj, zawsze Ci pozwala, po co macie tak siedzieć”.

 

Antiga zgodził się bez problemu, w tym czasie trening kończyła drużyna Iranu, a my po ok. 15 minutach bycia na hali stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne…. Od 11 bez jedzenia – to nie mogło skończyć się dobrze. Znalezienie czegoś dobrego i  zarazem czegoś czym się najemy, ale też nie przepłacimy – to kolejne toruńskie wyzwanie. Koniec końców, udało się! Przy pomocy miłej pani, udało nam się dojść do malutkiej, lecz całkiem fajnej restauracji Widelec. Wszystko byłoby ok, gdyby nie długi czas oczekiwania na zamówienie… A tutaj ponownie gonił nas czas – od hali do restauracji był kawałek drogi.

 

PS. Z kimś tam z przodu idę, ale nie pamiętam czy był to Bartek czy Dawid Konarski. 😉

Na halę dotarłyśmy chwilę przed końcem treningu. Zajęłyśmy miejsca, przygotowałyśmy się i czekałyśmy na Bartka. Po treningu podszedł do nas i powiedział, że zaraz wróci. Po chwili oczekiwania, doszły do nas słowa „To zaczynamy, co tam macie dla mnie”. Wcześniej na naszym Facebooku mogliście zadawać do niego pytania, które my mu oczywiście wtedy przekazałyśmy. Filmik jest już w sieci – zapraszamy.

Podczas kręcenia tego nagrania miałyśmy niezły ubaw 🙂 Do tej pory zastanawiamy się co to jest… Magiczne kwadraciki robione przez Bartka, hmm?

Kaśka przeprowadziła z Bartkiem jeszcze jeden wywiad, który również pojawił się u nas na stronce.

Na koniec nie mogło zabraknąć również wspólnego selfie. Po minach wychodzi na to, że my – adminki byłyśmy bardziej zmęczone niż Bartek po treningu.  Spytałyśmy m.in. jeszcze nieco w żartach, jak się współpracuje z OFC, na co Bartek odpowiedział nam śmiechem, a także przyznał, że niedawno odwiedzał naszą stronę. Chyba musimy się pilnować co piszemy 🙂 Po blisko 40 minutach pożegnaliśmy się. Na godzinę 20 nasza reprezentacja miała zaplanowaną kolację, a my musiałyśmy jeszcze dotrzeć do Bydgoszczy.

 

Pomimo udanego powrotu, nie mogłyśmy jeszcze tu mówić o odpoczynku. Jak zawsze po spotkaniach, musimy pracować nad materiałami zebranymi dla Was. Przygotować wywiady na stronę, wrzucić filmik. Poszłyśmy spać zmęczone bardzoooo późno.

To tyle z dzisiejszego wieczornego wpisu.

 

 

* nie jest to zapis rozmowy, nie przebiegała ona dokładnie tak jak napisałam, ale sens został zachowany.

 

 

Mam nadzieję, że kolejny wpis na blogu przypadł wam do gustu 🙂