Wyjazd do Spały, spotkanie z Bartkiem, czyli wspomnienia part II.

13620964_1172886602775871_8252544006213229657_nHej Spała!

Jak co roku odwiedzamy/nawiedzamy (niewłaściwe skreślić) Bartka w trakcie zgrupowania, aby przekazać mu prezent urodzinowy od kibiców. Tym razem ze względu na Igrzyska Olimpijskie i zmianę klubu postanowiliśmy spotkać się wcześniej. Jak to zwykle bywa – miałyśmy jechać 21 lipca, ale szybka decyzja Marceliny, zmiana terminu i jedziemy dwa tygodnie przed terminem. Organizacja i przygotowania w trybie ekspresowym: pocztówki – są, prezent – jest, coś słodkiego – nie ma, dobra kupimy w Tomaszowie Mazowieckim. Wieczór wcześniej Wera przyjechała do Kasi i widziały się po raz pierwszy na żywo. Efekt – do czwartej nad ranem („Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem la la la…”) trwała rozmowa zakończona spisaniem przykładowych  pytań do Bartka (a nuż uda się przeprowadzić wywiad). Sen trwał krótko, bo półtorej godziny później Marcelina zameldowała się, że wyjeżdża z Bydgoszczy. Marcelina też mogła ponarzekać na brak snu, bo musiała przed wyjazdem popilnować pracowników lokalu, w którym pracuje. Więc jej wyjazdowy dzień zaczął się w środę, choć u nas zameldowała się dopiero w czwartek. Dwie godziny później wyrwałyśmy się z krainy Morfeusza, szybkie ogarnięcie, pakowanie i jedziemy do Warszawy po Marcelinę, a potem kierunek Spała. Nawigowała Kasia, choć na zmęczeniu to ona ma, jak to mówią, orientację w terenie jak ksiądz w dyskotece. Trochę musieliśmy zawrócić, udało się ogarnąć śniadanie w restauracji „pod złotymi łukami” i dotarłyśmy do Tomaszowa po coś słodkiego dla Bartka. Tylko jak tu znaleźć cukiernię? Kasia z Marceliną ruszyły w miasto – jedna wiedziona instynktem, druga z nawigacją w telefonie. Oczywiście Kasia i jej orientacja była spóźniona o kilka minut, niż instynkt przewodnika Marceliny. Po 40 minutach mamy ciasto dla Bartka… jeden telefon w samochodzie, drugi rozładowany i brak pojęcia, gdzie jest Wera i nasz kierowca. 20 minut później znaleźliśmy się, ale trzeba jeszcze 13695818_1052136868203585_978277823_nzapakować prezent w coś ozdobnego (ach ta skleroza!).13689353_1052136854870253_1700176958_n Ok, przechodnie zapewne mieli dziwne myśli widząc czwórkę ludzi na parkingu przy słupie walczących z kolorowym papierem, zapłakanych ze śmiechu i gadających jakimiś dziwnymi tekstami (minuta śmiechu wydłuża życie o osiem minut, także tego…).

Wszystko jest, więc ruszamy do Spały (w końcu!). Las, las, las, o jakieś domy… Aha to jest Spała. Podjeżdżamy do ośrodka, zabieramy rzeczy i idziemy do hotelu jest 15:20 (P.S. Od Kasi do Spały jedzie się ponad godzinę, ale trochę nam się zeszło…). Kontaktujemy się z kim trzeba i ruszamy na trzecie piętro. Krzesełka – jak miło, zapewne na jakiś czas staniemy się przyjaciółmi (patrz – spotkanie z Bartkiem w Toruniu). O 16 siatkarze mieli podwieczorek, czyli tak zwaną „kawkę”,  więc siedzimy cicho, czekając aż przyjdą, bo na razie pewnie śpią. Wysłaliśmy wiadomość do Bartka, że jesteśmy i czekamy (Kasia kradnie prąd ze spalskich gniazdek). Cisza, cisza… ding… a to winda… ciekawe kto idzie? Kelnerka… „Dzień dobry! Panie zapewne dostały cynk… Rozumiem”. Że co proszę…? Jaki cynk? Dobra nie ważne… Zakład, że Bartek przyjdzie przed 17? Cisza… Dźwięk otwieranych drzwi… Klap, klap, klap… Bartek? E tam… Jakiś gość hotelowy… Umc umc umc… o któryś puszcza muzę, spoko… Ej, co tak krótko… Dobra, czekamy… 15:45 powoli się schodzą, jedni z „Dzień dobry!”, inni z „Cześć”, jeszcze inni z miną pt. „byle trafić w drzwi i dorwać się do kawy” (czy trzaskanie drzwiami to nawyk siatkarski? Marcelina była mocno poirytowana)… klap, klap, klap… (15:55) to chyba Bartek… a nie… (16:00) i to też nie… dobra… znów ta cisza (16:05)… i cisza (16:10)… i…

– Siemanooo!!! (Matko jedyna! jak? czy on porusza się bezszelestnie czy nam się przysnęło? Po co mu ten plecak, przecież trening jest za 45 minut? Aaa, tak długo będzie z nami siedział? Sympatycznie…)

– Cześć, cześć.
– Jak tam? Co potrzeba?
– Dobra, najpierw poznajcie się Wera – Bartek, Bartek – Wera
– Co tam, jak tam? Co tam jest do zrobienia?
– Trochę tego jest, ale najpierw mamy coś słodkiego dla Ciebie. (prywatne pogawędki i wracamy do tematu)
– Mamy pocztówki do podpisania.
– Ile?
– 100.
– Dajcie, podpiszę.
– Ile?
– Wszystkie.
– Teraz czy trochę teraz, a resztę potem?
– Dajcie wszystkie, mam wprawę (jakieś 5 minut później zbierałyśmy szczęki z podłogi – można pisać aż tak szybko???).
– Co tam jeszcze potrzebujecie?
– Wywiad, i ciąg dalszy prezentów.
– To umówmy się po treningu (nawet podał konkret godzinę i nie spóźnił się ani minuty) w kawiarni na dole. Załatwimy resztę.
– Nam przyda się coś zjeść, jakąś pizzę czy coś.
– Idźcie do…. Polecam! Mają tam dobre jedzenie!
– Skoro polecasz, ok idź na trening zobaczymy się niedługo!

Bartek ruszył na trening, my zaś na jedzonko. Zmęczenie i głód kiedyś dopada każdego. Po kilku minutach ruszyłyśmy do polecanej przez Bartka restauracji. Schodzimy tak jakby do piwnicy, i jesteśmy na miejscu. Szybkie zastanawianie się co by tutaj zjeść… PIZZA! Tego nam potrzeba, standardowo ser, szynka, pieczarki, po 10 minutach zajadamy się pyszną pizzą i podziwiamy wszystko co znajduje się w środku restauracji. Sufit oklejony gazetami, wycinkami na temat siatkówki, na ściankach koszulki zawodników, plakaty w tym Cucine Lube! Co było szokiem.

 

Po niecałej godzinie czas na powrót. Lepiej być przed czasem niż się spóźnić. Ruszamy do Spały, wchodzimy do wskazanej przez Bartka spalskiej kawiarni i czekamy. Marcelina i Wera postanowiły napić się spalskiego piwka (Byłem w Spale, piłem w Spale). Marcelina spotkała tam również swojego znajomego z jednego z plusligowych klubów. Ok godziny 19:40 pojawił się Bartek, który wiedział dokładnie gdzie ma iść, i powędrował prosto do naszego stolika. Kaśka proponowała najpierw by rozpakował prezent, jednak stanowcze „Najpierw wywiad, potem przyjemności” wygrało z propozycją Kasi. Kasia przeprowadziła z Bartkiem wywiad, który okazał się bardziej prywatną pogawędką naszej czwórki niż wywiadem, ale w końcu #nibymydziennikarki. Po kilku zadanych pytaniach, czas na tę ostatnią wyczekiwaną przez nas i Bartka rzecz – prezent. Już teraz możemy powiedzieć Wam, że z urodzinowego prezentu Bartek bardzo się ucieszył, ale nie ukrywał zdziwienia. Nie możemy pokazać wam teraz jego reakcji, ale do jego daty urodzin szybko zleci! Jedna z relacji wyglądała mniej więcej „O ja! Skąd to macie! hahah, o ja nie wierzę!”. Po nagraniu filmiku, zrobieniu zdjęć, kolejnej pogawędce na temat wyjazdu Bartka do Japonii, udało nam się dowiedzieć dlaczego najczęściej wywiadów udziela panom niż paniom, ale odpowiedź zostawimy dla siebie. Gdy spotkania z Bartkiem dobiegają końca podtrzymujemy tradycję „Bartek rób selfie”, po zdjęciu z rąsi przychodzi czas na ostatnie pożegnanie a raczej przedostatnie, bo jak się okazało Bartek postanowił zanieść prezenty do samochodu i tym samym odprowadzić nas do naszego kierowcy. Teraz czas na pożegnanie pod ośrodkiem – „Cześć, i do zobaczenia” i ruszamy do Kasi! Powrót ze Spały minął szybko, zmęczone, ale przed nami kolejne wyzwania. Sprawy z Bartkiem załatwione, teraz czas na nasze pogawędki…, które trwały do 4? a może 5 rano… a przecież po 8 trzeba wstać! Pobudka w piątek rano była nieprzyjemna, ale potem wszystko z górki. Żegnanie Kasi, i ruszyłyśmy na pociąg, który zawiózł nas do Warszawy. Tam Weronika i Marcelina ruszyły do swoich domów. Niby jesteśmy przyzwyczajone do taki wyjazdów, ale czasami strasznie męczą, jednak jest potem co wspominać. Z przyczyn losowych w wyjeździe do Spały udziału nie brała Aśka, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spotkać się całą ekipą bez Bartka! Bo przecież my dwie do siebie mamy raptem 2 godziny! Wyjazd do Spały uważamy za udany i zamknięty!